Tag

serial

Patrick Melrose

Alkoholowo-narkotyczne podróże zaczynają się zazwyczaj od delikatnej rozgrzewki (piwo, kielon, kreska), która pobudzić ma wrażliwy ośrodek nagrody i rozochocić uczestników bankietu do dalszych uciech. Później na stół wjeżdża danie główne, a deserem staje się zabawa, która polega na skutecznym utrzymywaniu swojego stanu zanurzenia w wybranej wcześniej używce. Kto przetrzeźwieje, przegrywa. Patrick Melrose do zwyczajnych ludzi z pewnością nie należy i nie można się dziwić, że takie narko-tripy planuje na własną rękę. Inaczej niż wszyscy. Najpierw trzęsienie ziemi, a później się zobaczy. Bez zbędnych wstępów, bez przydługich zapowiedzi. Drink, strzykawka i wymalowana na twarzy chwila rozkoszy, pojawiająca się szybko i znikająca jeszcze szybciej.

Kartel Guadalajara

Lata 80-te. Meksyk. Pomiędzy kolumbijskimi fabrykami kokainy a amerykańskim rynkiem zbytu rodzi się imperium, które w niedalekiej przyszłości zajmie wyjątkowe miejsce na mapie narkotykowych szlaków. Rafael Caro Quintero, Ernesto Fonseca Carrillo i Miguel Ángel Félix Gallardo czyli „ojciec chrzestny” całego interesu, zakładają kartel Guadalajara.

Dom z papieru

Tokio, Berlin, Moskwa, Rio, Nairobi, Oslo, Helsinki oraz Denver. Osiem osób, które przy udziale tajemniczego Profesora przejęły madrycką mennicę i wprawiły w osłupienie całą Hiszpanię. Motyw przewodni? Rabunek. Skok na obrzydliwie wielką kasę. Na pierwszy rzut oka banalny i nieco oklepany pomysł, który dzięki hiszpańskim producentom zmienił się w serial naszpikowany emocjami, gdzie zwroty akcji występują nie w roli przystawki, ale jako danie główne. Dom z papieru to produkcja, która ściska za gardło, momentami tak mocno, że trudno napełnić płuca tlenem. Ma też niestety słabsze fragmenty, zwłaszcza w drugim sezonie, kiedy wdała się w niebezpieczny i szkodliwy dla niej romans z latynoskimi telenowelami.

Odcinek 17 – Fleabag

Fleabag to jest złoto. W czystej postaci. Nie jest to do końca normalna historia, ale nikt nie powiedział, że taka właśnie musi być. Ten serial wali między oczy swoją szczerością. Nikt nie używa pięknych metafor czy niedomówień, żeby przekazać to, co właśnie czuje. Moje odkrycie zeszłego roku.

Damnation

Długo zastanawiałem się czy istnieje jakiś serial z westernową rysą, który warto zobaczyć po Westworld. Produkcja HBO mocno mnie pod tym kątem skrzywiła. Widząc na ekranie kowbojskie kapelusze i otwierające się drzwi saloonu, od razu myślę o fabule serialu, która bez cienia skrępowania roztrzaskała mój mózg o chodnik. Podprogowo wypatruję androidów i chowającego się za galopującym koniem Pana Hopkinasa, który i tym razem umiejętnie pociągnie za wszystkie sznurki. Próżno szukać takich rewelacji w Damnation od Netflixa, bo to zupełnie inna para kaloszy, ale to wcale nie oznacza, że są to buty za ciasne. Życie po Westworld istnieje i ma się całkiem nieźle. Jest nieco inne, bardziej przyziemne, równie brutalne i mocno osadzone w historii, którą już znamy.