Tag

la casa de papel

Nowości i powroty kwietnia

Platformy streamingowe mają się aktualnie całkiem nieźle. Co prawda, produkowanie nowych seriali jest mocno utrudnione, ale Netflix czy HBO dysponują tak wielką bazą filmów i seriali, że użytkownicy nie mogą narzekać na nudę. To jest bardzo dobry czas na nadrobienie np. klasyki, czyli seriali, które koniecznie trzeba zobaczyć, a na które nigdy nie było czasu. Głównie oczywiście przez to, że mają one kilka, albo kilkanaście sezonów z godzinnymi odcinkami. A umówmy się, że perspektywa dziesięciu sezonów po trzynaście odcinków każdy, nie jest jakąś wielką zachętą.

Dom z papieru

Tokio, Berlin, Moskwa, Rio, Nairobi, Oslo, Helsinki oraz Denver. Osiem osób, które przy udziale tajemniczego Profesora przejęły madrycką mennicę i wprawiły w osłupienie całą Hiszpanię. Motyw przewodni? Rabunek. Skok na obrzydliwie wielką kasę. Na pierwszy rzut oka banalny i nieco oklepany pomysł, który dzięki hiszpańskim producentom zmienił się w serial naszpikowany emocjami, gdzie zwroty akcji występują nie w roli przystawki, ale jako danie główne. Dom z papieru to produkcja, która ściska za gardło, momentami tak mocno, że trudno napełnić płuca tlenem. Ma też niestety słabsze fragmenty, zwłaszcza w drugim sezonie, kiedy wdała się w niebezpieczny i szkodliwy dla niej romans z latynoskimi telenowelami.