Patrick Melrose

Alkoholowo-narkotyczne podróże zaczynają się zazwyczaj od delikatnej rozgrzewki (piwo, kielon, kreska), która pobudzić ma wrażliwy ośrodek nagrody i rozochocić uczestników bankietu do dalszych uciech. Później na stół wjeżdża danie główne, a deserem staje się zabawa, która polega na skutecznym utrzymywaniu swojego stanu zanurzenia w wybranej wcześniej używce. Kto przetrzeźwieje, przegrywa. Patrick Melrose do zwyczajnych ludzi z pewnością nie należy i nie można się dziwić, że takie narko-tripy planuje na własną rękę. Inaczej niż wszyscy. Najpierw trzęsienie ziemi, a później się zobaczy. Bez zbędnych wstępów, bez przydługich zapowiedzi. Drink, strzykawka i wymalowana na twarzy chwila rozkoszy, pojawiająca się szybko i znikająca jeszcze szybciej.

Patrick Melrose z uzależnieniami jest na ty. Budzi się i zasypia mając obok siebie swoich najwierniejszych przyjaciół, którzy nie zadają pytań i nie robią wyrzutów. Po prostu są. Gotowi nieść ukojenie i ekstazę o każdej porze dnia i nocy. Narkotyki i alkohol nie pojawiły się jednak w życiu Patricka bez przyczyny. Są one kontrą do kolejnego towarzysza Melrose’a, który od lat zamknięty jest w jego głowie. Ojciec, David Melrose, który zamienił dzieciństwo Patricka w prawdziwe piekło, wycinając na jego psychice ranę, która nigdy się nie zagoi.

Na pierwszej randce Patrick wydaje się być wzbogaconą wersją Sherlocka Holmesa. Równie inteligentny i wygadany, ale zdecydowanie bardziej zdegenerowany i toksyczny dla otoczenia. Po drugim spotkaniu zyskuje naprawdę niewiele. Arystokrata, który nie przepracował w swoim życiu ani jednej minuty. Przesiąknięty goryczą, kipiący sarkazmem. Trzecie podejście do tej postaci okazuje się jednak przełomowe. Pod ostrą i twardą skorupą, którą Melrose skrupulatnie budował przez wiele lat, kryje się mały chłopiec molestowany przez swojego ojca, który nigdy nie wyrwał się z pętli wspomnień i wciąż żyje w ciele dorosłego mężczyzny.

Historia Patricka Melrose’a nie jest opowieścią dla wszystkich. Serialowi daleko do prostej i przyjemnej produkcji, którą można skonsumować w sobotni wieczór. Melrose nie pasuje do popcornu robionego na szybko w mikrofalówce i trzech pereł, kupionych w ramach wielosztukowej promocji w żabce. Serial znacznie lepiej współgra z melancholijnym, depresyjnym wręcz poniedziałkowym popołudniem, zalanym deszczem i zimną whisky. Alkohol i narkotyki są zaledwie pretekstem do otworzenia drzwi, za którymi schowany jest ból, bezsilność i ludzie, którzy krzywdzą swoich najbliższych.

Źródło: HBO GO